Granice się zacierają. Jak dziś wybierać twórców do kampanii?
Jeszcze kilka lat temu podział wydawał się prosty. Influencer miał społeczność, więc marka płaciła za dostęp do niej. Mikroinfluencer miał mniejszy profil i działał bardziej niszowo. Duży influencer dawał skalę. Content creator tworzył content, a UGC kojarzyło się przede wszystkim z materiałami publikowanymi spontanicznie przez użytkowników produktów.
Dzisiaj ten porządek jest znacznie mniej oczywisty. I nie jest to wyłącznie branżowe wrażenie. W marcu 2026 roku IAB Polska opublikowało nowy przewodnik dotyczący nano- i mikroinfluencerów, opisując rynek, na którym mniejsi twórcy, content creatorzy, działania płatne, afiliacja i UGC coraz częściej funkcjonują obok siebie w jednej strategii. Jednocześnie Meta i TikTok rozwijają narzędzia pozwalające markom przekształcać organiczne materiały twórców w płatne reklamy.
Efekt? Twórca mający 12 tysięcy obserwujących może nagrać materiał, który marka pokaże milionowi osób. UGC creator może równolegle rozwijać własną społeczność i zacząć sprzedawać również swój zasięg. Mikroinfluencer może tworzyć content na poziomie profesjonalnego studia. Content creator może zbudować wokół swojej wiedzy dużą społeczność i w naturalny sposób wejść we współprace komercyjne.
Dlatego w 2026 roku coraz mniej interesuje nas pytanie: „kim formalnie jest ten twórca?” Znacznie ważniejsze staje się: „jaką rolę ma odegrać w tej konkretnej kampanii?”
I właśnie od tego powinna zaczynać się dobra kampania influencer marketing.
Influencer marketing rośnie, ale jednocześnie mocno się zmienia
Nie mamy do czynienia ze schyłkiem influencer marketingu. Wręcz przeciwnie. Według najnowszego Raportu Strategicznego IAB Polska wartość wydatków raportowanych jako influencer marketing w Polsce mogła w 2025 roku wynieść około 280–320 mln zł, wobec około 240 mln zł rok wcześniej. IAB zaznacza przy tym, że rzeczywista wartość rynku może być wyższa, ponieważ część wydatków, m.in. afiliacyjnych czy obsługiwanych przez platformy, nie jest ujmowana w tradycyjnych szacunkach.
Zmienia się też miejsce twórców w procesie zakupowym. IAB podaje, że w 2025 roku 59% polskich internautów 18+ traktowało platformy społecznościowe również jako miejsce poszukiwania informacji, a w grupie 18–24 lata wpływ twórców na zakupy deklarowało ponad 56% badanych. To ważne, bo influencer nie funkcjonuje już wyłącznie jako „nośnik reklamy”. Może być jednym ze źródeł informacji o produkcie w momencie, kiedy klient dopiero szuka, porównuje i próbuje podjąć decyzję.
To również tłumaczy, dlaczego samo kupowanie zasięgu coraz częściej nie wystarcza. Marki potrzebują twórców do różnych zadań: budowania świadomości, rekomendacji, tworzenia contentu, testowania produktów, generowania ruchu, sprzedaży, pozyskiwania insightów czy dostarczania materiałów do późniejszych kampanii reklamowych.
Zacznijmy od porządku: UGC creator i UGC to nie dokładnie to samo
To jedno z pojęć, które marketing trochę sobie uprościł.
UGC oznacza User Generated Content, czyli dosłownie treści tworzone przez użytkowników. Klasycznym UGC jest więc sytuacja, w której klient kupuje produkt, używa go, robi film i z własnej inicjatywy publikuje opinię, tutorial albo zdjęcie.
Tymczasem określenie „UGC creator” bardzo często stosujemy dziś wobec osoby, której marka zleca przygotowanie materiału stylizowanego na naturalną treść użytkownika. Twórca dostaje brief, produkt i wynagrodzenie, przygotowuje film, a marka później publikuje go u siebie albo wykorzystuje w reklamie.
Branżowo wszyscy wiemy, co oznacza „zamawiamy UGC”, ale warto mieć świadomość tej różnicy. Najnowszy przewodnik IAB określa content creatora jako osobę, której wartość wynika przede wszystkim z jakości i kreatywności przygotowywanych materiałów, a nie z posiadania własnego zasięgu. TikTok w swoich narzędziach reklamowych również rozróżnia user-generated content oraz branded content, pozwalając markom znajdować i skalować oba rodzaje treści.
W praktyce granica jest jednak płynna, bo ta sama osoba może jednocześnie tworzyć płatne materiały dla marek, publikować część z nich na własnym koncie i rozwijać własną społeczność.
I wtedy UGC creator zaczyna być również influencerem.
Influencer a UGC creator – najważniejsza różnica nie dotyczy jakości contentu
Najprościej możemy powiedzieć, że przy klasycznej współpracy influencerskiej kupujemy kilka wartości jednocześnie: pracę twórcy, jego sposób komunikacji, możliwość publikacji materiału na jego kanale oraz dostęp do społeczności, którą przez lata zbudował.
Przy współpracy z twórcą UGC lub content creatorem możemy kupić przede wszystkim sam materiał. Twórca może mieć tysiąc obserwujących albo nie mieć rozwiniętego publicznego profilu wcale. Jeśli potrafi stworzyć świetną rolkę, TikToka, tutorial czy testimonial, jego materiał nadal może mieć ogromną wartość reklamową.
I właśnie w tym miejscu w ostatnich latach wydarzyła się jedna z ważniejszych zmian w kampaniach z twórcami.
Twórca nie musi już sam dostarczać całego zasięgu swojego contentu. Zasięg możemy dostarczyć mediowo.
Twórca robi content, media robią skalę
Meta umożliwia markom wzmacnianie materiałów twórców poprzez Partnership Ads. TikTok ma Spark Ads, czyli format, w którym – za odpowiednią autoryzacją – organiczny post twórcy może zostać wykorzystany jako reklama. TikTok wymienia wśród obsługiwanych celów Spark Ads m.in. zasięg, ruch, wyświetlenia video, lead generation, konwersje i sprzedaż.
To zmienia ekonomię współpracy.
Twórca mający 10 tysięcy obserwujących może stworzyć materiał, który organicznie zobaczy 20 tysięcy osób, ale marka może następnie przeznaczyć budżet na jego płatną dystrybucję i znacznie zwiększyć skalę dotarcia. Nie oznacza to oczywiście, że każdy materiał UGC po „dopaleniu” budżetem zacznie świetnie działać. Paid media daje możliwość skalowania, ale nie naprawia słabej kreacji.
Dlatego jednym z ciekawszych pytań podczas selekcji twórców staje się nie tylko „ile osób go obserwuje?”, ale również: „czy jego materiał jest na tyle dobry, żebyśmy chcieli kupić mu dodatkowy zasięg?”
To duża zmiana względem modelu, w którym liczba followersów była niemal równoznaczna z potencjałem mediowym współpracy.
Czy mikroinfluencerzy są bardziej skuteczni od dużych influencerów? To zależy
W marketingu przyjęło się powtarzać, że mikroinfluencerzy mają „bardziej zaangażowane społeczności” i dlatego są skuteczniejsi.
To zdanie wymaga doprecyzowania.
Najświeższy przewodnik IAB Polska przyjmuje jako mikroinfluencera twórcę posiadającego 5–50 tys. obserwujących, a na TikToku do około 70 tys. Nanoinfluencerzy mają według tej klasyfikacji do 5 tys. obserwujących. Są to jednak umowne kategorie branżowe, a nie uniwersalne definicje obowiązujące na wszystkich platformach i rynkach.
IAB zwraca uwagę na potencjalną przewagę mniejszych twórców w niszowych, tematycznych i lokalnych społecznościach. To ma sens: osoba tworząca od lat wyłącznie o bieganiu, fotografii, pielęgnacji skóry czy rodzicielstwie może zgromadzić stosunkowo małą, ale bardzo precyzyjnie określoną grupę odbiorców.
Nie oznacza to jednak, że mikroinfluencer z definicji będzie lepiej sprzedawał od makroinfluencera. Duża metaanaliza badań nad skutecznością influencer marketingu, obejmująca ponad 250 publikacji, pokazuje znacznie bardziej złożony obraz: na efekt wpływają m.in. wiarygodność twórcy, dopasowanie, charakter treści, platforma, produkt i relacja z odbiorcą. Inne badania również wskazują, że sama liczba followersów nie jest wystarczającym predyktorem skuteczności.
Dlatego zamiast hasła „mikroinfluencerzy są lepsi” wolimy powiedzieć: mikroinfluencerzy mogą być lepsi do określonych zadań.
Kiedy mikroinfluencer ma szczególnie dużo sensu?
Przede wszystkim wtedy, kiedy zależy nam na precyzyjnej niszy, bliskości tematycznej i naturalnym osadzeniu produktu w świecie twórcy.
Jeżeli sprzedajemy specjalistyczny sprzęt fotograficzny, dobry twórca foto z 25 tysiącami zaangażowanych odbiorców może być wartościowszy niż lifestyle’owa gwiazda mająca milion obserwujących. Podobnie przy kosmetykach specjalistycznych, produktach dla rodziców, żywności, wyposażeniu domu, lokalnej gastronomii, sporcie czy produktach hobby.
Drugą przewagą może być skala zbudowana z wielu mniejszych punktów styku. Zamiast jednego materiału na ogromnym profilu marka pojawia się u kilkunastu czy kilkudziesięciu osób. Powstaje więcej contentu, więcej kontekstów użycia produktu i więcej rozmów wokół marki.
IAB w aktualnym przewodniku wskazuje właśnie precyzyjne społeczności, dopasowanie tematyczne, możliwość pozyskiwania UGC i różnorodność contentu jako mocne strony kampanii z nano- i mikroinfluencerami.
Kiedy makroinfluencer wygrywa?
Kiedy potrzebujemy szybko zbudować skalę, nadać kampanii rozpoznawalną twarz albo w krótkim czasie wprowadzić nową markę czy produkt do szerokiej świadomości.
Duży influencer może zrobić coś, czego nie da się łatwo odtworzyć za pomocą kilkunastu małych profili: skupić uwagę bardzo dużej społeczności w jednym momencie i stać się centralnym elementem komunikacji.
W kampaniach launchowych makroinfluencer może być punktem otwierającym cały ekosystem: później dołączają mikroinfluencerzy, UGC, media, PR, retail czy działania performance.
Nie ma więc sensu prowadzić wojny „mikro kontra makro”. To trochę tak, jakby pytać, czy billboard jest lepszy od remarketingu. Odpowiedź brzmi: do czego?
Content creator jest jeszcze innym przypadkiem
IAB definiuje content creatora jako osobę skupioną przede wszystkim na produkcji jakościowych materiałów, która nie musi posiadać własnej społeczności. Jej wartością może być pomysł, obraz, montaż, storytelling, tempo pracy czy doskonałe rozumienie języka konkretnej platformy.
Taki twórca może nie chcieć publikować komercyjnych treści na swoim profilu albo może mieć społeczność zbudowaną wokół zupełnie innego celu – np. edukowania o produkcji video. Marka zatrudnia go wtedy nie ze względu na followersów, ale dlatego, że potrafi zrobić materiał, który będzie pracował w social mediach, e-commerce, reklamie czy na stronie.
Z czasem sytuacja może się oczywiście zmienić. Content creator rozwija konto, rośnie jego rozpoznawalność, pojawiają się propozycje współprac i zaczyna monetyzować również własną społeczność. Granica między twórcą treści i influencerem znów staje się płynna.
Dlatego patrzenie wyłącznie na etykiety coraz mniej pomaga w planowaniu kampanii.
Najgorszy brief? „Potrzebujemy 20 mikroinfluencerów”
Takie briefy istnieją. I naszym zdaniem liczba twórców oraz ich kategoria powinny być raczej wynikiem strategii niż jej początkiem.
Jeżeli klient mówi: „chcemy UGC”, pierwsze pytanie powinno brzmieć: po co? Potrzebujemy biblioteki materiałów do Meta Ads? TikTok Ads? Social mediów marki? Karty produktu? Testimonali? Chcemy publikacji na kontach twórców czy wyłącznie praw do contentu?
Jeśli słyszymy: „potrzebujemy mikroinfluencerów”, również chcemy najpierw wiedzieć dlaczego. Potrzebujemy dostępu do konkretnych społeczności? Wielu naturalnych rekomendacji? Testów produktów? Wysyłek? Zasięgu? Sprzedaży?
Dopiero kiedy znamy odpowiedź, możemy odpowiedzialnie powiedzieć, czy potrzebujemy pięciu, dwudziestu czy dwustu twórców – i jakiego rodzaju.
Najnowsze wytyczne IAB idą w podobnym kierunku: rekomendują rozpoczynanie doboru od celu, grupy docelowej, dopasowania twórcy, jakości jego treści, historii wcześniejszych współprac oraz realnych danych o odbiorcach, a nie wyłącznie od liczby followersów.
Wysyłki do influencerów: kiedy seeding ma sens?
Product seeding nadal może działać bardzo dobrze, szczególnie w kampaniach z nano- i mikroinfluencerami. Ale trzeba od początku ustawić właściwe oczekiwania.
Jeżeli wysyłamy komuś produkt bez umówionej publikacji, nie mamy gwarancji, że materiał powstanie. Taka wysyłka może służyć budowaniu relacji, rozpoczęciu rozmowy z twórcą, samplingowi produktu, pozyskiwaniu opinii czy zwiększaniu szansy na organiczną obecność marki.
Przy większych akcjach seedingowych interesujący jest również efekt zbiorczy. IAB zwraca uwagę, że masowe działania z mniejszymi twórcami mogą dostarczać nie tylko publikacji, ale także UGC, opinii, consumer insights i rekomendacji funkcjonujących również poza internetem.
To jednak nie oznacza, że warto wysłać paczkę do każdego profilu znajdującego się w bazie.
Czasem 30 bardzo precyzyjnie dobranych osób będzie miało dla marki większą wartość niż 300 przypadkowych wysyłek. Produkt musi pasować do życia twórcy, kategorii jego contentu i odbiorców. W przeciwnym razie wysyłka kończy się przede wszystkim kosztem produktu oraz logistyki.
Wysyłki do mikroinfluencerów: czego realnie oczekiwać?
Przy dobrze przygotowanej akcji warto analizować nie tylko liczbę publikacji. Interesuje nas również to, kto pokazał produkt spontanicznie, jaki materiał powstał, jak zareagowała społeczność, jakie pytania pojawiły się w komentarzach i czy dana osoba może być wartościowym partnerem do dalszej współpracy.
Seeding może więc działać jako pierwszy etap selekcji twórców. Z dużej grupy znajdujemy osoby, które naprawdę rozumieją produkt, dobrze go pokazują i mają społeczność reagującą na kategorię. Z nimi można następnie wejść w płatne współprace, program ambasadorski czy bardziej zaawansowaną kampanię.
Przy kampaniach z setkami czy tysiącami najmniejszych twórców ręczne zarządzanie staje się oczywiście trudne. IAB zwraca uwagę, że przy takich skalach konieczne są odpowiednie procesy, narzędzia do agregacji danych lub wsparcie wyspecjalizowanej agencji czy platformy.
A wysyłki do dużych influencerów?
Tu mechanizm jest trochę inny. Najwięksi twórcy otrzymują wiele propozycji i produktów, dlatego sama wysyłka nie powinna być traktowana jako substytut zaplanowanej współpracy.
Jeżeli potrzebujemy gwarantowanej publikacji, określonego terminu, konkretnego formatu, ustalonego zakresu komunikacji albo praw do wykorzystania materiału w reklamie, warunki powinny zostać uzgodnione wcześniej.
Wysyłka bez zobowiązań może natomiast pełnić funkcję PR-ową i relacyjną: przedstawiamy produkt, rozpoczynamy kontakt albo utrzymujemy markę w otoczeniu osób, z którymi chcemy budować dłuższą relację.
Trzeba również pamiętać o oznaczaniu materiałów. Aktualne rekomendacje UOKiK rozróżniają m.in. współprace komercyjne, autopromocję oraz prezenty i paczki PR. Urząd podkreśla, że za transparentne oznaczanie treści reklamowych odpowiadają influencerzy, reklamodawcy i agencje, a jeżeli platforma daje możliwość oznaczenia treści komercyjnej, rekomendowane jest stosowanie oznaczenia platformowego wraz z czytelną informacją w samym materiale lub opisie.
Jest jeszcze jedna rzecz: prawa do materiału
To temat, który potrafi zmienić ekonomię całej współpracy.
Marka zamawia świetny materiał u twórcy, publikacja robi dobry wynik i wtedy ktoś wpada na oczywisty pomysł: „puśćmy to jeszcze w reklamie”.
Tyle że prawo do publikacji na koncie influencera nie musi oznaczać prawa do późniejszego wykorzystania jego filmu w reklamach marki.
Dlatego zakres wykorzystania powinien być ustalony jeszcze przed realizacją. Gdzie materiał może się pojawić? Jak długo? Czy możemy go promować? Czy możemy zmienić montaż, dodać CTA, napisy albo logo? Czy obejmuje Meta Partnership Ads albo TikTok Spark Ads? Na jakich rynkach i przez jaki czas wykorzystujemy wizerunek?
IAB zwraca uwagę, że prawa do contentu oraz wykorzystanie materiału w social ads są elementami wpływającymi zarówno na zakres umowy, jak i wynagrodzenie twórcy.
To właśnie dlatego „cena za rolkę” mówi bardzo niewiele o rzeczywistym koszcie współpracy.
Kampania z influencerami ma budować zasięg czy sprzedaż?
Może robić jedno i drugie, ale trzeba zdecydować, jak będziemy mierzyć efekt.
Jeżeli kampania jest wizerunkowa, patrzymy m.in. na zasięg, wyświetlenia, obejrzenia materiału, częstotliwość, reakcje i jakość interakcji. Jeżeli celem jest ruch, zaczynają liczyć się kliknięcia, CTR i zachowanie po przejściu na stronę. Przy sprzedaży dochodzą UTM-y, kody rabatowe, linki afiliacyjne, konwersja i wartość zamówień.
W kampanii, w której materiały twórców są dodatkowo promowane płatnie, warto rozdzielić wynik organiczny i płatny oraz analizować media tak samo jak każdą inną kampanię: CPM, CPC, CTR, koszt konwersji czy koszt sprzedaży. Takie podejście rekomenduje również aktualny przewodnik IAB dotyczący raportowania kampanii z mikroinfluencerami.
Najważniejsze jest jednak jedno: KPI powinny wynikać z celu. Nie każda kampania influencerska musi generować sprzedaż bezpośrednio po kliknięciu i nie każdy wzrost sprzedaży można uczciwie przypisać wyłącznie influencerowi.
Bing: zasięg twórców i mierzenie ruchu sprzedażowego
Przy marce Bing do współpracy zapraszaliśmy twórców będących rodzicami dzieci w wieku odpowiadającym grupie docelowej produktu. Powstały setki filmów, zdjęć i postów na TikToku, YouTube, Instagramie, Facebooku i blogach. Działania influencer marketingowe osiągnęły 3,6 mln zasięgu.
Co dla nas równie ważne, nie skończyliśmy pomiaru na zasięgu. W większości publikacji zastosowane zostały UTM-y prowadzące do retailerów, m.in. Smyka, Lidla, Biedronki i Carrefoura, dzięki czemu mogliśmy analizować ruch związany z publikacjami. Z częścią twórców osiągających najlepsze wyniki sprzedażowe współpraca była kontynuowana. Zobacz case study Bing.
To dobry przykład tego, dlaczego historia współpracy z twórcą jest dla agencji równie cenna jak jego aktualny media kit.
Squishmallows: 40 influencerów, ale influencer marketing był tylko częścią kampanii
W przypadku Squishmallows w działaniach uczestniczyło 40 influencerów rozłożonych na różne etapy kampanii. Równolegle wykorzystywaliśmy TikTok Ads, Spark Ads, Meta i Google, a całość obejmowała również inne działania komunikacyjne.
I tutaj ważne doprecyzowanie: wyników całej kampanii nie należy przypisywać samym influencerom. To był system wielu działań, w którym twórcy byli jednym z elementów budujących zasięg i zaangażowanie, a media płatne zwiększały skalę komunikacji.
To właśnie model, który widzimy dziś coraz częściej: organic creator content + influencer reach + paid amplification + własne kanały marki.
Zobacz case study Squishmallows.
Cyfrowe.pl: kiedy twórcy pracują razem z performance’em
Podobnie wyglądała kampania Pimp My Channel dla Cyfrowe.pl. Influencer marketing i TikTok zostały połączone z Meta Ads, remarketingiem oraz sekwencjonowanymi kampaniami video w Google Ads na YouTube.
Cała kampania – i podkreślamy: cała kampania, a nie sam influencer marketing – osiągnęła 1,1 mln zasięgu, wzrost sprzedaży o 30% względem wcześniejszych okresów oraz wzrost zainteresowania produktami o 43% w porównywanym okresie. Zobacz case study Cyfrowe.pl.
To dla nas znacznie ciekawszy model niż traktowanie influencer marketingu jako osobnej wyspy.
UGC czy influencer? W praktyce coraz częściej jedno i drugie
Wyobraźmy sobie kampanię kosmetyczną. Możemy zaprosić dużego influencera, który szybko zbuduje świadomość produktu. Następnie kilkunastu mikroinfluencerów, którzy pokażą go w różnych kontekstach i społecznościach. Równolegle możemy zamówić serię materiałów od content creatorów i wykorzystać najlepsze z nich jako reklamy.
Do tego dochodzą wysyłki produktowe, social media marki, remarketing i kampanie sprzedażowe.
Czy jest to kampania UGC?
Influencer marketing?
Performance?
Content marketing?
Tak.
Granice zacierają się, ponieważ klient nie doświadcza marketingu w podziale na agencyjne działy. Widzi materiał twórcy, później reklamę, wyszukuje markę, ogląda kolejną rolkę, wchodzi na stronę, wraca po kilku dniach i kupuje.
Dlatego coraz bardziej sensowne staje się projektowanie ekosystemu twórców, a nie pojedynczej „akcji influencerskiej”.
Więcej o takim sposobie myślenia piszemy w artykule „Kampania reklamowa 360° – pełna kontrola nad komunikacją marki”.
Kogo więc wybrać: UGC creatora, mikroinfluencera, makroinfluencera czy content creatora?
Jeżeli potrzebujemy przede wszystkim dużej liczby naturalnych materiałów do reklam, warto zacząć od content creatorów i twórców UGC. Jeżeli celem jest wejście do określonych, niszowych społeczności, rekomendacja i wiarygodność w danym temacie, naturalnym kierunkiem będą mikroinfluencerzy.
Jeśli kluczowe są szybka skala, rozpoznawalna twarz i duży launch, większy twórca może być znacznie lepszą inwestycją. Jeżeli potrzebujemy zarówno dobrego contentu, jak i społeczności, szukamy osoby łączącej obie kompetencje.
A jeśli celem jest sprzedaż, sam wybór kategorii twórcy nie wystarczy. Trzeba zaprojektować drogę od kontaktu z contentem do zakupu, sposób mierzenia, dystrybucję i kolejne punkty styku.
Właśnie dlatego odpowiedź na pytanie „kto jest najlepszy?” niemal zawsze brzmi: to zależy od strategii.
Agencja influencer marketing: baza nazwisk to za mało
Znalezienie influencera w 2026 roku nie jest szczególnie trudne. Platformy same rozwijają coraz bardziej zaawansowane narzędzia do wyszukiwania i selekcji twórców. Meta Creator Marketplace korzysta z rekomendacji opartych na danych, a TikTok One pozwala markom wyszukiwać twórców i content oraz przechodzić od organicznych materiałów do płatnej promocji.
Wartość agencji nie może więc polegać wyłącznie na posiadaniu Excela z nazwiskami.
Liczy się wiedza, z kim warto pracować przy konkretnym celu. Czy twórca dotrzymuje terminów? Jak interpretuje brief? Czy jego społeczność odpowiada grupie klienta? Jak wyglądają dane demograficzne? Czy współpracował niedawno z konkurencją? Jak reagują odbiorcy na publikacje komercyjne? Jak wyglądały wcześniejsze wyniki? Czy przygotowany przez niego materiał później sprawdzał się również w reklamie?
Tego nie widać po liczbie followersów.
My pracujemy z twórcami od 2016 roku
W You’re Welcome kampanie wykorzystujące rozpoznawalne twarze i twórców realizujemy od 2016 roku. Już wtedy prowadziliśmy zintegrowane kampanie o dużych zasięgach z osobami znanymi w całym kraju.
Dziś realizujemy około 40 projektów miesięcznie. Z wieloma twórcami pozostajemy w stałym kontakcie, wracamy do osób, które sprawdziły się w poprzednich działaniach, obserwujemy zmiany ich profili i monitorujemy kolejne współprace.
Nie oznacza to jednak, że zawsze rekomendujemy ludzi, których już znamy.
Czasem najlepszym wyborem jest ktoś, z kim jeszcze nigdy nie pracowaliśmy. Różnica polega na tym, że wiemy, co zweryfikować przed rekomendacją i czego pilnować podczas realizacji.
O samym procesie prowadzenia kampanii pisaliśmy już wcześniej w artykule „Kampania z influencerami – jak robić to dobrze?”. Od czasu jego publikacji rynek mocno się jednak zmienił – szczególnie właśnie w obszarze UGC, mikroinfluencerów i możliwości płatnego skalowania contentu twórców.
Dobra kampania influencer marketing zaczyna się od strategii
Po latach pracy z twórcami nie wierzymy w jeden model, który sprawdzi się każdej marce.
Czasem jeden makroinfluencer jest właściwą decyzją. Innym razem znacznie więcej wniesie dwudziestu mikroinfluencerów. W jeszcze innym przypadku najlepiej zainwestować w kilku świetnych content creatorów i znacznie większy budżet na płatną dystrybucję ich materiałów.
Możemy też połączyć wszystkie te elementy.
Najważniejsze jest, żeby nie pomylić środka z celem.
Firma nie potrzebuje UGC dlatego, że UGC jest modne. Nie potrzebuje mikroinfluencerów dlatego, że mają być „bardziej autentyczni”. Nie potrzebuje makroinfluencera dlatego, że jego milion followersów dobrze wygląda na prezentacji.
Firma potrzebuje konkretnego efektu.
Naszą pracą jako agencji influencer marketing jest zaprojektować taki dobór twórców, contentu, mediów i mechaniki kampanii, żeby ten efekt miał możliwie największą szansę się wydarzyć.
Szukasz agencji do kampanii z influencerami, UGC i content creatorami?
W You’re Welcome prowadzimy kampanie influencer marketing od 2016 roku. Pracujemy z mikro- i makroinfluencerami, content creatorami, twórcami UGC, ekspertami i ambasadorami marek. Koordynujemy dobór twórców, negocjacje, wysyłki, briefy, umowy, publikacje, prawa do contentu, monitoring, raportowanie oraz płatne wsparcie najlepszych materiałów.
Ale zanim pokażemy klientowi pierwsze nazwisko, chcemy wiedzieć, co kampania ma zrobić dla jego biznesu.
Zbudować świadomość? Dostarczyć content? Wprowadzić produkt? Wygenerować rekomendacje? Ruch? Sprzedaż?
Dopiero później wybieramy ludzi.
Bo w 2026 roku przewagą nie jest już samo znalezienie influencera.
Przewagą jest wiedzieć, którego twórcę wykorzystać, do czego, w jakim modelu, z jakim contentem i jak połączyć go z resztą marketingu.
I właśnie wtedy influencer marketing zaczyna być nie tylko efektowny, ale przede wszystkim użyteczny dla biznesu.












